stary-swiat

Podstawowe Informacje:

liczba graczy: 1-5
wiek: 16+
czas rozgrywki: 90 – 150 min.
wydawca: Go On Board, Games Lab, Rebel
autor: Łukasz Woźniak
wydanie: polskie
premiera: 21.06.2023
trudność: 3/5
najlepiej działa na: 2 graczy

Być jak Łowca Potworów 

Recenzja planszówki Wiedźmin : Stary Świat

Istnieją, nie tylko w świecie gier planszowych, bohaterowie, światy czy franczyzy stanowiące łakomy kąsek dla twórców. Stoją bowiem za nimi rzesze fanów, gotowych poświęcić niemało pieniędzy by wejść w posiadanie kolejnego cudeńka, które może stać się perłą w koronie ich kolekcji. Gwiezdne Wojny, Władca Pierścieni, mitologia Cthulhu, Marvel i DC – tych nazw chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Jest też jedna postać, która rozbudza wyobraźnię przede wszystkim wśród mieszkańców kraju nad Wisłą. Ta postać to Wiedźmin !

stary-swiat-zdj8

 

W maju 2021 roku, 7 lat po średnio udanym mariażu Sagi i gry planszowej w wykonaniu Ignacego Trzewiczka, na platformie Kickstarter inny polski autor, Łukasz Woźniak, prosi o wsparcie swojego projektu o nazwie Wiedźmin: Stary Świat. IRohan gracze odpowiedzieli… Ponad 45 tysięcy wspierających przekazuje kwotę blisko 7 milionów euro. Liczby robią wrażenie. Światek recenzencki zachwala prototyp. Do akcji wkracza wydawnictwo Rebel, gwarantujące pojawienie się edycji sklepowej. Po niemal dwóch latach egzemplarze zaczynają trafiać w ręce złaknionych wrażeń graczy, a pierwszy nakład retailu zostaje wyprzedany. Jednym słowem: sukces! Magia nazwy znów zadziałała. Czy aby na pewno? W końcu tytuł nie wspomina bezpośrednio o Geralcie. Na pudełku też próżno szukać wizerunku Białego Wilka. Czyżby więc ktoś nas oszukał? Przecież mówiąc „wiedźmin” każdy ma na myśli konkretnego zabójcę potworów. Czym jest ten Stary Świat? I najważniejsze, jak dobra jest naprawdę ta gra?

Zapraszam do naszej recenzji w oparciu o własny egzemplarz gry podstawowej w wersji Deluxe.

stary-swiat-zdj22

W grze Wiedźmin: Stary Świat gracz wciela się w przedstawiciela jednej z pięciu szkół wiedźmińskich i przemierza mniej lub bardziej powszechnie znane lokacje na kontynencie szlifując umiejętności, tropiąc potwory, uprawiając odrobinę hazardu i jakżeby inaczej, walcząc. I jak każdy z naszych bohaterów nosi przy sobie dwa miecze, tak przeciwników można wyróżnić dwie kategorie: potwory oraz inni wiedźmini. Aby podnieść reputację i przybliżyć się tym samym do zwycięstwa, bestie należy przykładnie ukatrupić. Starcia pomiędzy wiedźminami są z kolei bezkrwawe, wystarczy bowiem powalenie przeciwnika, by pokazać swą wyższość. Ad maiorem scholae gloriam. Do wygranej, następującej po uzyskaniu czterech punktów reputacji, przyda się również mistrzowskie opanowanie podstawowych umiejętności takich jak atak, obrona lub alchemia, zwieńczone akcją medytacji.
Świat przedstawiony w grze jest więc wypadkową dzieł Andrzeja Sapkowskiego oraz ogólnie pojętej twórczości fanowskiej, ze studiem gier CD Project Red na czele, którego logo znajdziemy również na pudełku. Zakon wiedźmiński przestał istnieć, poszczególni jego członkowie zgrupowali się w szkołach, preferując odmienne style walki i nieustannie rywalizując między sobą. Obok doskonale znanych z książek nazw takich jak Cintra, Wyzima czy Novigrad, znajdziemy także te „nowsze”, np. Haern Caduch czy Behelt Nar. O Geralcie z Rivii nikt tu jeszcze nie słyszał, za to potwory panoszą się coraz bardziej. Pora więc zakasać rękawy i wziąć się do roboty, bo konkurencja nie śpi.

stary-swiat-zdj12

„Mylisz dobrą grę z wydmuszką dla laików”

Każdą turę gracza możemy podzielić na trzy części, co ma swoje odzwierciedlenie w trzech strefach planszy głównej, gdzie będziemy koncentrować swoje działania w danej chwili. Najpierw skupimy się na podróżowaniu oraz wykonywaniu akcji połączonych z obszarem. Poruszanie się po mapie jest bezpośrednio związane z posiadanymi na ręce kartami. Zabieg ten jest bardzo dobrze przemyślany, gdyż mała ich liczba (typowa ręka to 2-4 karty) sprawia, że nie jesteśmy w stanie zjeździć mapy wzdłuż i wszerz w jednej turze i dotarcie do wybranego celu zajmie nam odrobinę czasu. Podczas każdego postoju będziemy mogli dodatkowo skorzystać z akcji obszaru. W pewnych lokacjach odbędziemy trening podnoszący nasze umiejętności, inne pozwolą nam zarobić trochę złota. W kolejnych rozegramy partyjkę, znanego z komputerowej odsłony Wiedźmina, kościanego pokera, zasięgniemy języka wśród miejscowych w sprawie potworów, co ułatwi nam później walkę lub pozyskamy eliksir. Chociaż zamiast słowa „pozyskamy” bardziej pasowałoby „znajdziemy”. Jeśli bowiem wyobrażacie sobie, jak ja, zdobycie eliksiru jako żmudny, ale owocny proces warzenia mikstury o pożądanych cechach, najlepiej poprzedzony zebraniem odpowiednich składników, to srodze was rozczaruję. Znalezienie eliksiru to wzięcie wierzchniej karty z zakrytego stosu. Bez jakiegokolwiek wpływu na wynik. Nie tak to powinno wyglądać. Nawet bez nadmiernego rozbudowania tej akcji, można było sobie poradzić lepiej, np. zamieniając to na akcję zakupu dowolnego eliksiru lub warzenia go w określonych miejscach, tłumacząc to fabularnie dostępnością składników w regionie. Prostym zabiegiem uzyskano by bardziej satysfakcjonujący efekt.

stary-swiat-zdj5

Kiedy zdecydujemy się zakończyć podróżowanie, przechodzimy do drugiej części tury, gdzie dzieje się tak naprawdę najwięcej. Jeśli w wyniku treningu osiągnęliśmy najwyższy, V poziom, któregoś z atrybutów, możemy przeprowadzić medytację. Zdobędziemy w ten sposób punkt reputacji, kartę trofeum powiązaną z atrybutem, o ile wciąż jest ona dostępna, i zabezpieczymy się przed ewentualnym obniżeniem wyśrubowanej do maksimum cechy, co może nastąpić w wyniku walki z potworem lub innych efektów w grze. Doznamy również zmęczenia, o czym powiem więcej przy omawianiu walk. Co istotne, zdobyty w powyższy sposób punkt reputacji nie może przesądzić bezpośrednio o zwycięstwie. Ostatni, czwarty punkt trzeba koniecznie zapisać na swoje konto w walce. Zapobiega to zwycięstwu odniesionemu w mało spektakularny sposób, który na pewno nie pasowałby do całokształtu. Jakakolwiek potyczka, do czasu zakończenia, jest bądź co bądź wielką niewiadomą.

stary-swiat-zdj20

W każdej chwili możemy zdecydować się w tej fazie gry na eksplorację. Do wyboru są dwie talie kart, z których jedna powiązana jest z terenami miejskimi, opiera się na rozmowach z mieszkańcami, a druga to tzw. dzikie ostępy, gdzie możemy odbyć spotkanie z nieznajomym na trakcie lub wpaść na miejscową faunę. Bez względu na wybór talii, ich awers wygląda identycznie, zawsze będziemy mieć dostępne dwie opcje poradzenia sobie z sytuacją, w której znalazł się nasz bohater. Efekt wyboru może mieć bardzo szybki pozytywny jak i negatywny skutek, lecz czasami wplątamy się w ciąg zdarzeń wymagających odwiedzenia konkretnej lokacji i zaangażowania trzeciej talii, za co zostaniemy oczywiście adekwatnie wynagrodzeni.

stary-swiat-zdj21

Choć sama eksploracja bardzo dobrze wprowadza element przygodowy do gry i rozbudowuje świat, w którym się znajdujemy, czasem puszczając porozumiewawcze oczko w stronę polskiego gracza, to nie jest pozbawiona pewnych wad. Mam tu na myśli przede wszystkim zbyt małą liczbę kart. Dwie wspomniane wcześniej talie to razem 72 sztuki. Ze względu na fakt, że eksploracja będzie zdecydowanie najczęściej wybieraną opcją przez graczy, ich treść szybko przestanie być tajemnicą, zwłaszcza przy intensywnej grze w stałym gronie. Wybory staną się tendencyjne, a cała rozgrywka straci na atrakcyjności.
Na pewno nie jestem pierwszą osobą, która zaproponuje takie rozwiązanie, ale świetnie sprawdziłaby się tu księga skryptów na wzór tej z This War of Mine. Możliwych zdarzeń można przecież opisać setki, a książka jest bardzo wygodnym sposobem ich „przechowywania”. Talia kart służyłaby wtedy jedynie za drogowskaz, w którym miejscu księgi poszukiwać wpisu, jeśli dotarliśmy właśnie do Kaer Morhen i zdecydowaliśmy się zajrzeć do okolicznych wiosek.

„Zamknij mordę i walcz!”

Skoro omówiliśmy już pokrótce medytację oraz eksplorację, przychodzi pora na to, co tygryski lubią najbardziej – walka! Najważniejszym warunkiem, który należy spełnić, jest znalezienie się z przeciwnikiem w tej samej lokacji. Orężem i jednocześnie licznikiem wytrzymałości wiedźmina w pojedynku stają się wszystkie zgromadzone przez niego karty. Sposób ich zagrywania podczas ataku jest z kolei bardzo ciekawy, choć nie absolutnie wyjątkowy. Być może część z Was pamięta taką karciankę o nazwie Nightfall. Miała ona swoje grono fanów, choć raczej nie w Polsce, gdzie pojawiła się jedynie podstawka gry i kilka kart promo. Na każdej karcie znajdował się tam duży kolorowy księżyc i dwa małe w innych kolorach, stanowiące przedłużenie do tworzenia serii. Podobną rzecz zastosowano tutaj, co spowodowało w mojej głowie otwarcie szufladki z napisem „sentyment”, gdyż za sprawą Nightfall dowiedziałem się, czym jest budowanie talii i swego czasu sporo w nią grałem. Swoją drogą wkrótce doczekamy się reimplementacji tego tytułu pod nazwą Unchained, być może warto mieć ją na radarze.

stary-swiat-zdj16

Wracając do meritum, podczas czytania instrukcji, sposób tworzenia łańcucha z kart sprawił, że pogrążyłem się we wspomnieniach i przychylniejszym okiem spojrzałem na czekającą mnie rozgrywkę, lecz brutalnie na ziemię sprowadził mnie wtedy opis wszystkiego innego co z walką związane. Do tej pory zasady były przedstawione bardzo jasno, ale te 9 stron, na których dowiadujemy się, jak przebiega i kończy się walka, zarówno z innym wiedźminem jak i potworem, wprowadza bardzo dużo chaosu i szczerze wątpię, że jakakolwiek czarodziejka panuje nad jego mocą w tym przypadku. 😉 Jeśli jednak uda nam się przyswoić wszystkie reguły i wyjść z potyczki zwycięsko, zostaniemy nagrodzeni bezcennym punktem reputacji, złotem oraz trofeum w postaci karty potwora lub szkoły wiedźmińskiej naszego przeciwnika. Doznamy również zmęczenia, co oznacza permanentne pozbycie się kart z budowanej talii, bardzo istotny element w przeciwdziałaniu efektowi kuli śnieżnej. Dodatkowo, jeśli pojedynek toczył się pomiędzy graczami, w lokacji na mapie umieszczony zostaje znacznik zamkniętej karczmy, co oznacza, że ponowna walka w tym miejscu jest niemożliwa. Chroni to przede wszystkim przed natychmiastowym odwetem ze strony pokonanego i zmusza go do szukania zaczepki gdzie indziej, np. na grasującej akurat w tej samej okolicy wiwernie. 😊

stary-swiat-zdj11

Ostatnią fazą w turze gracza jest dobieranie i kupowanie kart z wyeksponowanego rynku. Do zakupu prawie zawsze przystępujemy z ręką liczącą trzy karty. Stają się one w tym momencie walutą, którą należy odrzucić na własny stos kart odrzuconych, by pozyskać dokładnie jedną nową kartę, zgodnie z kosztem w prawym dolnym rogu i ewentualnym modyfikatorem przypisanym do pozycji na rynku. Krok ten jest obowiązkowy, nasza talia będzie więc rosnąć z każdą turą, a my staniemy się bardziej wytrzymali, trudniejsi do pokonania i skuteczniejsi w ataku.

 

Ocena rozgrywki:

Okiem Owcy

Łukasz Woźniak chciał stworzyć przystępną, prostą, ale nie prostacką grę przygodową w świecie Wiedźmina, z myślą o monetyzacji swojego projektu na platformie crowdfundingowej. Dla każdego, nie tylko dla ultra geeków. I udało mu się to, lecz ze względu na wspomnianą kampanię, ekskluzywną zawartość i mnogość dodatków, które zostały w niej odblokowane, sama podstawka może sprawiać wrażenie produktu okrojonego. Tym bardziej cieszę się, że udało mi się zagrać w wersję Deluxe, ponieważ figurki pozytywnie wpłynęły na klimat naszych partii. Bawiłem się przy niej dobrze, lecz nie na tyle by pozostała w mojej kolekcji. Nie odmówię jednak zaproszeniu do rozgrywki od czasu do czasu, o ile liczba graczy nie przekroczy trzech, bowiem czas oczekiwania na swoją turę w większym gronie może osiągnąć długość trwania przeciętnego odcinka serialu na Netflixie. Nie pomaga tu zaangażowanie nieaktywnych graczy w pewne czynności jak kościany poker, czy sterowanie potworem w walce, downtime jest zabójczy jak wkurzony wiedźmin. Jeśli więc marzy wam się prawdziwie epicka przygoda w świecie, który pokochaliście dzięki książkom i grom komputerowym, pełna intryg, niespodziewanych zwrotów akcji, genialnych walk i bez odrobiny nudy, będziecie musieli jeszcze trochę zaczekać. Oby tylko nie kolejne 7 lat.

Moim okiem:

Okiem Świętego

Królowie umierają, królestwa upadają, ale magia trwa… Stop! Jako fanboy świata przedstawionego w książkach Andrzeja Sapkowskiego i grach ze stajni CD Projekt Red miałem ogromne oczekiwania na wieści o nowej planszówce. Oto po niezbyt udanej przygodzie z pierwszą grą ze świata Geralta i spółki, na szanowanej platformie ,,wspieraczkowej” powstaje nowy tytuł dumnie nazwany,,Wiedźmin: Stary Świat”. Zebrana kwota bliska 7 milionom euro i co? Ciśnie mi się na usta jedno słowo… „chędożenie”. Już sam projekt nie wzbudził we mnie wulkanu emocji. Pierwsze co zobaczyłem, to stos recyklingowych grafik i figurek wyciągniętych z zamkniętego projektu gry karcianej ,,Gwint”, w którą, o zgrozo, rozegrałem setki godzin! Mapa gry? Ctr+C , Ctr+V z ,,Dzikiego Gonu” ok… trochę sprasowana i dorzucono kilka miast północnego Nilfgaardu. Gra nie eksploruje w pełni potencjału interakcji z potworami na planszy. Ogranicza się do braku ruchu i prostych zasad walki, a ten aspekt na pewno mógłby być bardziej dynamiczny i angażujący. Niemniej, system z wykorzystaniem kart jest innowacyjny i przynosi dużo satysfakcji, unikając tradycyjnego użycia kości.
Jednak downtime przy grze w więcej niż dwie osoby przyprawia o ból głowy i serio, nie widzę tego na pięcioosobowy pojedynek Łowców Potworów. Jestem ciekaw, ile twórcom zajęła rozgrywka w pełnym składzie. Wiedźmin: Stary Świat został zaprojektowany jako przystępna gra przygodowa, celująca w szerokie grono odbiorców, nie tylko hardcore’owych graczy. Widać to ewidentnie po zachwytach w recenzjach. Rozumiem, że pakiet dodatków próbuje ratować całość i wygląda to trochę jak tzw. One Day Patche w dniu premiery gier elektronicznych. Niestety, za tę kasę w wersję ,,Deluxe” najlepiej zagrać u kogoś i wyrobić sobie opinię, czy warto rzucić się w wir dodatków. Z biznesowego punktu widzeniaten projekt ma sens dla Woźniaka jak i samych Redów. Stworzono grę oferującą prostą rozgrywkę z duchem przygody w świecie pełnym potworów, ale ja tego nie kupuję, taki potencjał świata totalnie niewykorzystany! Czy sam zagram w to jeszcze kiedyś? Jak mnie Owca przekona i nie będzie miał gier na półce wstydu, czyli wątpię.

 

Moim okiem:

Okiem Foki

Być czy mieć? Oto jest pytanie.
Powiedzieć, że był hype na nową grę w świecie Wiedźmina to jak nic nie powiedzieć. Oczekiwania były gigantyczne, moje na pewno, założę się, że nie tylko moje. I to pomimo tego, że Wiedźmin Stary Świat nie obiecywał wcielenia się w znane i lubiane postacie z książek Sapkowskiego. Może z nadmuchania tego balonika i wyobrażania sobie, że dostanę grę, która wbije mnie w fotel swoją ciężkością, zaawansowaniem i głębią, Wiedźmin: Stary Świat nie powala mnie na kolana i nie trzyma w tej niewygodnej pozycji. Liczyłem na coś w rodzaju Mage Knighta osadzonego w innym uniwersum. Z założeń, które miałem, otrzymałem
jedynie downtime. I bynajmniej nie wynika on z czekania na decyzję gracza jaką akcję teraz chce wykonać, bo to jestem w stanie zrozumieć przy skomplikowanej grze i w takim wypadku siedzę i sam myślę co zrobić. Tylko że Wiedźmin: Stary Świat ma całkiem łatwe zasady eksploracji (i w sumie dobrze), masz tylko kilka kart na ręce, widzisz do których lokacji możesz się udać, patrzysz które cię interesują i jedziesz. Potem czytasz wydarzenie z karty i na ogół tura się kończy.  Trwa to minutę czy dwie, mamy fajnie wyważone zagłębianie się w przygodę i  dynamikę gry, na razie gra wydaje się w porządku. Problematyczna staje się długość walki, problematyczna dla stron nie zaangażowanych w konflikt. Można obstawić pieniądze na zwycięstwo jednego z wiedźminów, ale to nie powoduje że wyciągasz popcorn i z zapartym tchem kibicujesz swojemu wybrańcowi. Sama walka jest zrobiona ciekawie, przypadła mi do gustu. Trzeba dobrze ogarniać, które karty pozyskiwać, jak zbudować talię, żeby w czasie próby móc wyjść zwycięsko z pojedynku. Dla lepszego zobrazowania problemu gry na więcej niż dwóch graczy,  przytoczę sytuację z jednej z naszych gier. Skład trzyosobowy nad planszą, po wykonaniu mojej tury przychodzi tura Owcy, który wyzywa na pojedynek Świętego. Z racji, że to już był zaawansowany etap rozgrywki i mieli rozbudowany silniczek, chwilę im zajęło zagrywanie kart. Walka dobiegła końca, tura przeszła w ręce Świętego. Zasady gry nie pozwalają dokonywać natychmiastowych odwetów, dlatego wykonał polowanie na potwora. Nastąpiła kolejna walka, podczas której znowu obserwowałem wszystko z boku, bez chwili zaangażowania w to co się dzieje, ponieważ sterowanie potworem przejmuje gracz siedzący po prawej, czyli w naszym przypadku Owca. Po ponad 20 minutach tura dopiero wróciła do mnie. W większym składzie jedyne o czym będziecie myśleć to jak wykopać kilku graczy od stołu. Niedoróbki mechaniczne wspomniane w recenzji (warzenie eliksirów, brak aktywności potworów) nie przeszkadzały mi aż tak bardzo. Zresztą można je dość łatwo „naprawić” wprowadzając
home rules, a dodatek Legendarne Łowy zmienia trochę zasady polowania.
Odmówić sukcesowi gry nie można, liczby przecież nie kłamią. Sam podczas rozgrywek bawiłem się dobrze, ale tylko na dwóch graczy. Dynamika gry była zdecydowanie najlepsza. Po cichu jeszcze mam nadzieję, że ktoś za Wiedźmina weźmie się po raz trzeci, może właśnie do trzech razy sztuka. Może dostanę wreszcie grę, która będzie idealnie łączyć eksplorację, bądź co bądź, ciekawego świata, ze świetnie zaprojektowanym mechanizmem walki, który powinien być wymagający, wciągający, jednak nie nad wyraz przesadzony i skomplikowany. Marzeniem moim jest, aby  powstała gra dla zaawansowanych graczy, ale cytując film „Nic śmiesznego”:
„-Kasowe to to nie będzie.
-Wiesz, mieć, czy być?”
Chociaż z drugej strony, cokolwiek stworzone z wykorzystaniem wiedźmińskiego świata sprzedaje się jak świeże bułeczki, dlatego myślę, że da się połączyć ciągle rozpalone oczekiwania graczy z wynikiem finansowym. Ja na pewno będę czekać dalej.

Moim okiem:

Redakcja okiemgracza.pl
Redakcja okiemgracza.pl

Arkadiusz ,,Święty" Świętoń, Mateusz ,,Owca" Owczarek, Michał "Foka" Zając

Zapaleni miłośnicy gier planszowych, którzy od wielu lat eksplorują różnorodny świat tych gier. Ich pasja do gier wykracza poza zwykłą rozrywkę; wolne chwile poświęcają na szczegółową analizę nowych gier, zagłębiając się w ich mechanikę, strategie i elementy tematyczne. Ich podejście do gier jest zarówno intelektualne, jak i przyjemne, co czyni ich szanowanymi postaciami w społeczności graczy.

Ocena ogólna:

4.6/5